Przygody Tomka Sawyera - Mark Twain


Autor: Mark Twain
Tytuł: Przygody Tomka Sawyera
Przekład: Jan Biliński
Ilustracje: Joanna Olech
Wydawnictwo: Egmont
Seria: Księżycowy kamień
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 320
Oprawa: miękka ze skrzydełkiem
Kategoria wiekowa: 8-12


Zgodnie ze swoim postanowieniem raz w miesiącu sięgam po klasykę. Dziś dla odmiany będzie coś dla starszych dzieci, a mianowicie Przygody Tomka Sawyera. Nigdy wcześniej nie czytałam tej książki, choć oczywiście wszyscy bohaterowie powieści Marka Twaina są mi znani z ekranizacji telewizyjnych.  Zawsze wydawało mi się, że to lektura stworzona dla rządnych przygód chłopców i nie bardzo będą mnie interesować losy Tomka i jego kolegów, ale grubo się myliłam. Wciągnęło mnie bez reszty i z wypiekami na twarzy doczytywałam nocą ostatnie strony…



Tomek Sawyer mieszka wraz z młodszym bratem Sidem i kuzynką Mary u cioci Polly w sennym miasteczku St. Petersburg. Biedna kobieta dwoi się i troi, aby dobrze wychować dzieci, nad którymi objęła opiekę i choć w przypadku Sida i Mary nie może narzekać, to Tomek, przysparza jej nie mało zmartwień. Chłopiec jest urwisem nad urwisy. Niespokojna dusza ciągle pcha go w różne kłopoty. Lubi psocić, choć prawie nigdy nie ma złych zamiarów. Po prostu zwykle działa spontanicznie, nie zastanawiając się nad konsekwencjami. Wyrzuty sumienia dopadają go później i trawią do momentu, kiedy nie wpadnie na kolejny szalony pomysł. Raz pragnie zostać piratem i wraz z bandą kolegów zamieszkuje pobliską wyspę, nie bacząc na to, że zrozpaczone rodziny są przekonane, że chłopcy utonęli w rzece. Innym razem Tomek wraz z kolegą Huckiem Finnem wybierają się nocą na cmentarz i są przypadkowymi świadkami morderstwa doktora Robinsona, co przysporzy im w przyszłości wielu zmartwień.  Dochodzi nawet do tego, że Tomek wraz z koleżanką Betty omal nie tracą życia, gdy podczas wycieczki do Pieczar Mac Dougala, odłączają się od grupy i błądzą w labiryncie krętych chodników. 



Nie mało przygód jak na kilkuletniego chłopca prawda? A to tylko kropla w morzu, bo Tomek jest wszędzie tam, gdzie coś się dzieje, a jeśli nie dzieje się nic szczególnego to trzeba przecież zadbać o to, żeby się zadziało… Taką dewizą kierował się chyba Mark Twain pisząc przygody Tomka Sawyera, bo to niezwykle energetyczna książka. Nie ma mowy o nudzie. Akcja dzieje się pod koniec XIX wieku, kiedy dzieci mają jeszcze głowy pełne pomysłów na zabawę. Można na przykład odgrywać sceny z Robin Hooda, albo szukać skarbu zakopanego przez zbójców. Amerykańskie miasteczko St. Petersburg nie może spać spokojnie, kiedy na horyzoncie pojawia się Tomek i jego banda. 



Książka zadziwiła mnie wielowątkowością. Mamy tu przecież przygodę, kryminał (morderstwo doktora i poszukiwania Indianina Joego), a także pierwszą, młodzieńczą miłość Tomka i Betty, która omal nie zakończyła się romantyczną śmiercią w pieczarach. Twain doskonale buduje napięcie i nie pozwala czytelnikowi na dłuższą chwilę wytchnienia. Akcja pędzi do przodu, raz po raz zaskakując czytelnika. Tomka Sawyera po prostu nie da się nie lubić. Owszem psoci za dwóch, albo i trzech, ale robi to z taką rozbrajającą niewinnością w oczach, że tak jak ciotka Polly wszystko mu wybaczam. Przecież też rozbrykany chłopczyk zawsze chce dobrze…no prawie zawsze.



Na końcu muszę koniecznie wspomnieć o ilustracjach, które wykonała Joanna Olech. To genialne, ołówkowe ryciny, które jak żadne inne oddają klimat XIX-wiecznej powieści. Zauroczył mnie szczególnie piegowaty chłopczyk w kapeluszu, z wystającymi zębami i zadziornym błyskiem w oku. Domyślacie się, kogo w ten sposób przedstawiła J. Olech prawda?
Polecam tę książkę wszystkim małym odkrywcom, ale i rodzicom, którym marzy się mały powrót do lat dziecinnych. 

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Egmont 

http://sklep.egmont.pl/ksiazki/literatura/p,przygody-tomka-sawyera,6569.html


Książka bierze udział w wyzwaniu Odnajdź w sobie dziecko

18 komentarze:

  1. Bardzo lubię tę książkę! Jakiś czas temu odświeżyłam sobie lekturę, choć byłam przekonana, że tylko prześledzę ją wzrokiem, wciągnęłam się podobnie jak Ty:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karolina, ja sięgnęłam po nią pierwszy raz i w ogóle nie spodziewałam się takiej dobrej lektury. Wciągnęło mnie bez reszty i już planuję przeczytać inny przygody chłopaków:)

      Usuń
  2. Och, jak ja lubiłam Tomka... :) Cieszę się, że przypomniałaś mi o nim! Muszę powiedzieć o nim swojemu niespełna 7-letniemu braciszkowi. Na pewno spodoba mu się, bo jeden i drugi to niezły łobuziak. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sylwuch, ciekawe czy twojemu bratu przypadnie ta książka do gustu. Chociaż Tomek i jego banda są chyba ponadczasowi i każdy dorastających chłopiec z zapałem będzie śledził ich przygody. Ja odkładam na półkę dla Tymka:)

      Usuń
  3. Jest kilka tytułów z klasyki dziecięcej, o których istnieniu wiem i nawet potrafię co nieco o fabule opowiedzieć, ale nie czytałam. Trochę nadrabiać przy starszej córce i "Przygody Tomka Sawyera" muszę jej (i przy okazji sobie) podsunąć.
    Lubię bardzo serię Księżycowy kamień Egmontu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja też nadrabiam przy Tymku. Czasem na wyrost, tak jak teraz, kiedy czytałam Tomka. Będę wiedziała co mu polecać w przyszłości, a przy okazji i ja korzystam. A Księżycowy Kamień, to rzeczywiście bardzo fajna seria:)

      Usuń
  4. Dla mnie Tomek zawsze był taki "chłopski". W przyszłości pewnie Adaskowi będę czytac

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Horudbalku, dla mnie właśnie też, dlatego dopiero teraz po niego sięgnęłam:)

      Usuń
  5. To moja lektura z dziecięcych lat, a teraz zachęcę do jej czytania syna:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że chyba tylko ja nie czytałam tej książki w dzieciństwie:) Dobrze, że nadrobiłam zaległości i będę ją również mogła polecić mojemu Tymkowi:)

      Usuń
  6. Tomek to taki łobuziak, który uwodzi urokiem :) Fajnie, że przypominasz o takich klasykach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnes, dla mnie to również wielka przyjemność, bo sama sobie przypominam lub dopiero poznaję. Cieszę się, że sięgnęłam po Tomka, bo z chęcią podsunę go kiedyś Tymkowi:)

      Usuń
  7. Ja nie wspominam dobrze tej książki, być może przez to, że to lektura...
    Może gdybym przeczytała ją znowu byłoby inaczej?
    W sumie kiedy Kornelia przerabiała ją w szkole to zerkałam jej w tekst przez ramię, ale miałyśmy stare wydanie z kiepskim przekładem, może to wydanie jest lepsze?
    Bo ilustracje cudowne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magda, być może! Widzisz, mnie nie ciągnęło do tej książki aż do teraz. Nie znam innego tłumaczenia, więc nie mogę nic na ten temat powiedzieć. U mnie to była raczej kwestia taka, że to raczej książka dla chłopaków. Dopiero teraz doceniłam język autora i oczywiście tych uroczych łobuziaków:)

      Usuń
  8. Czytałem tę książkę w podstawówce, czyli w moim wypadku dawno,bo w latach 80-tych. Wtedy bardzo mi się podobała później przeczytałem na pewno jeszcze raz albo dwa. Ostatnio zupełnie przypadkiem dostałem tę powieść w orginale, w wersji e-book na czytnik. Ponieważ z grubsza pamiętam treść, postanowiłem przeczytać kawałek po angielsku i zobaczyć ile zrozumiem. Niestety mój angielski jest zbyt marny i zrozumiałem tylko co nieco. Ściągnąłem więc sobie wersję po polsku również na czytnik, w sumie po to żeby się angielskiego poduczyć i ułatwić tłumaczenie. Polską wersję mam w przekładzie J. Bilińskiego. No i czytając fragmenty po angielsku i sprawdzając ile zrozumiałem po polsku, już sam początek nieźle mnie zdziwił. Na początku książki ciotka Polly postanawia ukarać Tomka za wagary, pracą przy malowaniu płotu. No i tu jest problem. W wersji angielskiej napisane jest, że ma to być w sobotę, słowo Saturday jak dla mnie znaczy sobota. W polskim przekładzie wyraźnie napisane jest, że chodzi o niedzielę. Ten sam błąd jest kawałek dalej, bo kolejny rozdział zaczyna się od słów: Nadszedł sobotni poranek - tak jest przynajmniej w wersji orginalnej, po polsku: nadszedł niedzielny poranek. Niby można powiedzieć, że się czepiam, ale jak dla mnie ten błąd ciągnięty przez dalszą część powieści zmienia nieco bieg akcji i zamysł autora. No bo kolejny rozdział kończy się tym jak Tomek po "ciężkiej" pracy przy płocie i dalszych przygodach tego samego dnia wraca do domu w i kładzie się spać. No a kolejny rozdział rozpoczyna się dnia następnego, kiedy to główny bohater udaje się do kościoła, czyli najwyraźniej jest to niedziela, ale zdaniem polskiego tłumacza niedziela była dzień wcześniej kiedy Tomek płot malował. No i poza tym jak w tamtych czasach w XIX wieku, żyjąca na amerykańskim południu, tak pobożna kobieta jak ciotka Polly, mogła by kazać Tomkowi pracować w niedzielę, wydaje mi się, że z jej punktu widzenia byłby to ciężki grzech. No i w ogóle nie rozumiem takiej ingerencji polskiego tłumacza w treść książki, no chyba ,że się tłumacz pomylił, ale skoro pomyłki mu się trafiają przy tak prostych słowach jak dni tygodnia to śmiem powątpiewać w jakość tłumaczenia całości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie dziękuję za ten komentarz. I nie uważam, żeby to było czepialstwo. Sama się zastanawiałam, jak to jest, że Tomek wykonywał tak ciężką pracę właśnie w niedzielę:) A to ci gratka! No cóż... takie pomyłki chyba nie powinny mieć miejsca.

      Usuń

Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz swój ślad