PROWINCJA PEŁNA SMAKÓW - K. Enerlich

Autor: Katarzyna Enerlich
Tytuł: Prowincja pełna smaków
Wydawnictwo: MG
Data premiery: 6 marca 2013!
Liczba stron: 300
Oprawa: miękka
















Na nową książkę K. Enerlich czekałam z wielką niecierpliwością. Kiedy niespodziewanie szybko dla mnie, odebrałam przesyłkę ze świeżutkim egzemplarzem Prowincji pełnej smaków już do wieczora myślałam tylko o tym, żeby zasiąść do lektury. Mam już swój rytuał czytania książek tej autorki. Zawsze zaczynam od obejrzenia wszystkich fotografii, które stanowią znak rozpoznawczy większości powieści.  Zamykam oczy i przenoszę się w rodzinne strony Kasi Enerlich, razem z nią zwiedzam wszystkie zakątki ziemi Mazurskiej, odkrywam piękne stare miejsca, kryjące w sobie magiczne historie, które Kasia ocala od zapomnienia. Zawsze jestem wtedy blisko natury, wręcz namacalny jest dla mnie zapach gleby, starych pruskich murów, ale także ten bardziej swojski aromat świeżych warzyw, ziół i drewna trzaskającego w kominku. Jeszcze większej dawki poetyckich smaków spodziewałam się znaleźć w Prowincji pełnej smaków i nie zawiodłam się.
Z przyjemnością wróciłam do drewnianego domu Ludmiły, w którym tym razem pachnie jesiennym wiatrem, świeżo zebranymi grzybami, zupą z komosy i niezwykłą herbatą oolung. Prawdziwy Dom, chociaż w nim „łatana” rodzina. Cóż z tego jednak, kiedy wszyscy jej członkowie wsadzili niemało trudu, aby się dogadać, przełamać i zaprzyjaźnić.
Najważniejsze, to mieć w życiu miejsce, w którym będzie robiło się rzeczy naprawdę potrzebne. Miejsce, które najpierw będzie marzeniem, utkanym z ulotnych myśli i nadziei, a potem, dzięki niewytłumaczalnym, a jakże potrzebnym splotom okoliczności, przemieni się w dotykalną rzeczywistość*
Ludmiła posiada drewniany, pełen ciepła dom, który zbudowała wspólnie z byłym już mężem. Czuje się w nim wspaniale, szczególnie, kiedy w wielkim garnku pyrka rosół, a obok biega wesolutka Zosia. Mieszkają same, chociaż szczoteczka do zębów Wojtka leży w łazience i pewnie sam zainteresowany chętnie przytaszczyłby swój dobytek i zamieszkał z ukochaną. Ludmiła jednak po perypetiach z Martinem, nie chce wiązać z kimś swojej codzienności. Jest dobrze tak jak jest. Nie można budować nowej rodziny, kiedy stare sprawy nie zostały jeszcze do końca przetrawione, zamknięte.  Ludmiła pragnie nawiązać przyjacielskie stosunki z byłym mężem. Jest jej to potrzebne, żeby mogła być w pełni szczęśliwa. Musi w końcu zawalczyć o swoje. Starania te nie spotykają się z entuzjazmem Wojtka, który czuje się po prostu odsunięty na bok i zwyczajnie zazdrosny o Martina.
Wszystkie te sprawy odchodzą na jakiś czas na dalszy plan, kiedy niespodziewanie umiera Hans Ritkowsky, były teść Ludmiły. Dostaje ataku serca podczas jazdy samochodem wjeżdża prosto pod pędzącego tira.  Oprócz Ludmiły, nikt nie wie, że Hans jechał właśnie na spotkanie z pierwszą miłością swojego życia. Czy to stres spowodował przedwczesną śmierć? Ludmiła czuje, że musi dowiedzieć się, jakie stosunki niegdyś łączyły tych dwoje ludzi.
W tym właśnie celu jedzie do dworku w Jełmuniu, gdzie chwilowo przebywa Jutta, dawna miłość Hansa. Jak wielkie uczucie łączyło tę parę? Co się takiego wydarzyło, że serce starszego pana nie wytrzymało napięcia? W życiu Ludki nic nie dzieje się bez przyczyny, a każde przykre i bolesne doświadczenie otwiera oczy i pozwala spojrzeć na dotychczasowe życie z innej perspektywy. Dzięki pieniądzom ze sprzedaży domu rodzinnego w Niemczech, Martin spłaci kredyt zaciągnięty na dom Ludmiły. Wspaniałomyślnie zrzeknie się też praw do własności na rzecz córki i byłej żony.  Tym gestem pokaże, że starania Ludki, aby pozostać w dobrych stosunkach, nie poszły na marne. Każdy musi dojrzeć do pewnych rzeczy, decyzji, słów. Na wszystko potrzeba czasu. Trzeba dać czasowi czas, aby pewne emocje ucichły i dały dojść do głosu zdrowemu rozsądkowi. Podobnie jest z gotowanymi przez nas potrawami. Czyż nie jest tak, że kiedy niespieszne, rytualne mieszanie łyżką bulgoczącej zupy jest pięknym przeżyciem, pełnym zaangażowania i radości, ta zupa właśnie odwdzięcza się nam doskonałym smakiem? Ludmiła na pytanie Martina czegoś ty dodała do tego rosołu? odpowiada zgodnie z prostą prawdą: serca. Korzystając z tego, co daje nam natura o każdej porze roku, słuchając swojej intuicji i wewnętrznego smaku, dodając szczyptę własnej radości i miłości możemy sprawić, że to, co postawimy na stole w parującym talerzu, stanie się dla nas, dla kogoś, kogo kochamy, ale też dla zupełnie obcej nam osoby prostym szczęściem.

Życie można wypełnić prostym szczęściem. Czasem doświadczamy go, czując smak i zapach dobrego jedzenia. Czasem w chodzi w nasze serca, gdy widzimy słońce odbijające się w powierzchni lśniącego jeziorka**

Prowincja pełna smaków to kopalnia wiedzy o prowincjonalnych smakach, mających swoje korzenie w różnych zakątkach Polski. Autorka w poetyckie słowa ubrała nawet zwykłe przyrządzanie omletu na śniadanie. Dodaje składniki często intuicyjnie łącząc w myślach smaki. Sięga do korzeni, ale zabarwia je nutą nowoczesności, dzięki czemu prezentowane potrawy zyskują świeży smak.  Samo przygotowanie do kucharzenia jest w tej powieści cudownym doświadczeniem. Czytelnik ma nieodparte wrażenie, że razem z Ludmiłą przechadza się po mrągowskim ryneczku przebierając w aksamitnych i sprężystych owocach i pachnących żyzną glebą warzywach. W kuchni Ludmiła niczym czarownica miesza w garnku, doprawia, smakuje, zapieka i smaży zamykając w jedzeniu swoje myśli, uśmiechy i uczucia. Zaskakuje nowymi pomysłami (zupa z komosy, pierogi gryczane z nadzienie mięsno-serowym, syrop z melisy i mięty), ale oddaje hołd tradycji, tam gdzie nowoczesność nie powinna się wkraść. Potrawy świąteczne przyrządza tak, jak nauczyła ją mama.

Na wszystko przychodzi czas. Trzeba tylko uważnie i powoli smakować życie. Przekonują się o tym bohaterowie Prowincji pełnej smaków. Po burzy, która jest nam potrzebna tak samo jak spieczonej żarem ziemi, zawsze dopada nas promyczek jasnego słońca. Ludmiła powoli, niespiesznie uporała się z problemami, niektórym pomogła, inne same doszukały się rozwiązania pchane przez los. Napisała swoją wymarzoną książkę, która dała jej poczucie wartości i spełnienia. Zapisała się na zajęcia jogi, które pozwoliły nabrać sprężystości ciału i duszy otworzyć się na nowe doznania. Domknęła sprawy z byłym mężem i śmiało patrząc w przyszłość zabrała się do porządkowania ogrodu po ziemie.

K. Enerlich po raz kolejny przekonuje czytelnika, że na prowincji także można prowadzić fajne, bogate życie. Z dala od centrów handlowych, migoczących reklam i pędzących samochodów, człowiek żyje bliżej natury, współpracuje z nią, podporządkowuje się i jest z tego powodu szczęśliwy. Nie traci niepotrzebnie czasu na robienie rzeczy, które nic po sobie nie zostawiają. Cisza prowincji pozwala usłyszeć wewnętrzny głos, a nawet szept. W zamian za ciężką pracę daje smaki niepowtarzalne, które sprawiają, że człowiek po prostu jest szczęśliwy:

Pomyślałam, że każdy z nas może sprawić, że jego życie nabierze smaku. Doprawiamy pieczołowicie nasze zupy, próbując ich łyżką prosto z garnka. Gotujemy przez parę dni bigos, by nabrał właściwego smaku. Kisimy pokrojone w grube plastry buraki, by po jakimś czasie oddały aromat i kolor. Zostawiamy pod przykryciem zaparzone zioła, by naciągnęły. W taki sam sposób możemy sprawić, że nasze życie naciągnie prostotą, radością z chwili, z tu i teraz. Tylko musimy dać sobie na to czas. Smakowanie życia może być frapujące, a szczęście może stać się naszym towarzyszem, o ile nie spłoszymy go lamentowaniem, marudzeniem i wszechobecnym malkontenctwem. Wszystko bowiem można przesolić. Wszystko też przychodzi w najlepszym dla siebie czasie***.

Prowincja pełna smaków to wielobarwna opowieść o smakach i ludziach, starych i młodych. Każda historia pieczołowicie zbadana i ubrana w słowa przez pisarkę, pozwala poczuć magię przeszłości, zaś współczesne wydarzenia naładowane piękną myślą autorki, dają niesamowitą energię.
Traktuję tę powieść bardzo osobiście. Wierzę, że trafiła w moje ręce celowo i to właśnie teraz… Tak. Nic w naszym życiu nie dzieje się bez przyczyny. Wszystko jest potrzebne i służy temu, aby ubrać w kolory naszą przyszłość.

Wzruszona ogromnie, polecam wszystkim!

** Katarzyna Enerlich, Prowincja pełna smaków, Kraków 2013, s. 92,
*** ibidem.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki, serdecznie dziękuję wydawnictwu MG










45 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. No i mam :) Potwierdza się powiedzenie, uważaj o czym marzysz...

      Usuń
    2. Pozostaje mi więc tylko pogratulować i życzyć udanej lektury:)

      Usuń
  2. Nie mogę się doczekać, aż dostanę ksiażkę. Fantastyczna recenzja:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:)Znając twoją sympatię do książek Kasi, myślę, że będziesz równie zachwycona:)

      Usuń
  3. Nie czytałam jeszcze nic tej autorki, ale powiem że jakoś nie specjalnie mnie ciągnie ... może kiedyś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Melu, każdy lubi coś innego:) Ja tam przepadam za pisaniem K. Enerlich i ciągle mi mało:) Pozdrawiam ciepło:)

      Usuń
  4. Oj, jak ja lubię recenzje pełne emocji i entuzjazmu! Cieszę się, że trafiła Ci się książka, która spełniła pokładane w niej nadzieje:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Isadoro:) Oj tak, trafiła mi się i to bardzo:)
      Pozdrawiam ciepło

      Usuń
  5. Julio Orzech - a kiedy TY napiszesz powieść?!...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drogi Anonimku, hmmm moja powieść pisze się w mojej głowie. Jeszcze nie mam śmiałości głośno o tym myśleć, ale kilka stron zapisałam:)

      Usuń
  6. Zupelnie nie znam tworczosci tej pisarki, ale mam ogromna ochote na wzruszajaca, polska proze, wydaje sie, ze ta ksiazka posiada wszystko to, czego poszukuje:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Imani, koniecznie zatem musisz poznać:)Polecam ci z całego serca! K. Enerlich pisze pięknie. Pozdrawiam

      Usuń
  7. Wspaniała recenzja. Udzieliły mi się twoje emocje i od razu zapragnęłam poznać twórczość Katarzyny Enerlich. Najpierw pójdę na łowy do biblioteki. Jak tam nic nie upoluje, to pozostaje jeszcze księgarnia :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Cyrysiu. W bibliotece na pewno znajdziesz poprzednie części prowincji i osobne powieści. Czekam na twoje wrażenia:)

      Usuń
  8. A mnie miło, że tak pięknie i od serca... Upitrasiłaś smakowitą recenzję - dla mnie to wielka radość! Dziękuję! Kasia Enerlich www.prowincjapelnamarzen.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, to twoje książki sprawiają, że recenzje płyną prosto z serca. Dla mnie to wielki zaszczyt:)

      Usuń
  9. nie wiem, gdzie, być może u Ciebie widziałam zapowiedź tej książki i postanowiłam przeczytać :) ale chcę zacząć od początku i już zakupiłam "Prowincję pełną marzeń"... :) i nie mogę się doczekać lektury! także dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to czekają cię wspaniałe chwile z "Prowincją..." Polecam ci również osobne powieści tej autorki. Są genialne (szczególnie "Kiedyś przy błękitnym księżycu). To ja dziękuję, że zaufałaś mojej recenzji:) Czekam na twoje wrażenia i pozdrawiam ciepło:)

      Usuń
  10. Wspaniała recenzja!
    Ja mam na półce "Prowincję pełną marzeń", która czeka na przeczytanie i już wkrótce się za nią zabiorę. Cieszę się więc, że kolejne książki tej autorki również są udane ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! Karolko, przed tobą pełne wrażeń chwile:) Ja już z utęsknieniem czekam na kolejną powieść.

      Usuń
  11. Ślinka lecie już na widok okładki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Po kilkudziesięciu stronach zaś, poczułam nieodpartą ochotę upichcenia czegoś smakowitego:) Padło na babkę ziemniaczaną, oczywiście z przepisu zawartego w "Prowincji..."

      Usuń
  12. przeczytane książki KASI E . pozostawiły we mnie ślad , pozdrawiam anielsko :)krysia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krysiu, we mnie również i to ogromny. Pozdrawiam ciepło

      Usuń
  13. Martuś, książka czeka na półce. Czy uważasz, że powinnam najpierw przeczytać inne książki z "Prowincją" w tytule?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm, właśnie się zastanawiam. Ogólną fabułę autorka przybliża w "Prowincji pełnej smaków" więc myślę, że nie będziesz miała większych problemów z odnalezieniem się. Karolko polecam ci ogromnie "Kiedyś przy błękitnym księżycu". Spodoba ci się. Tak myślę:)

      Usuń
  14. Jestem w trakcie czytania. Jak zwykle dla mnie to wyżyny literackiej sztuki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobrze to ująłeś:) Dla mnie książki Kasi są bardzo oczyszczające. Zapadają głęboko w serce i działają cuda:) Czekam na twoją recenzję.

      Usuń
  15. Właśnie czytam, więc do Twojej recenzji zajrzę, gdy już napiszę swoją. Moim zdaniem książka jest niesamowita. Najlepsza z całej serii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to ja czekam z niecierpliwością na twoje wrażenia:) Ze wszystkich części, które się ukazały najbardziej lubię... wszystkie:):) A tak na poważnie to uwielbiam trzy ostatnie:)

      Usuń
  16. no Kochana ścięło mnie z nóg :) piękna recenzja wspaniałej książki :) Chylę czoła :) jestem pewna, że kiedyś zapoznam się z wszystkimi pozycjami Katarzyny Enerlich

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Archer:) wiesz, że przepadam za K. Enerlich i mam nadzieję, że tobie również spodobają się jej książki...bo wiesz, spotkanie autorskie się zbliża:):)

      Usuń
    2. tak wiem, mam nadzieję, że do tego czasu chociaż jedną przeczytam, zabiorę Ciocię ze sobą, która uwielbia książki K. Enerlich

      Usuń
  17. Mam już i cieszę się, że zbiera dobre recenzje. Mam nadzieję, że mnie również przypadnie do gustu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również się z tego cieszę, a tobie życzę udanej lektury:)

      Usuń
  18. nie znam jeszcze tej autorki, ale myślę, że będzie dla mnie akurat na tą nieciekawą aurę za oknem :) ostatnio zrobiłam duże zamówienie w księgarni (dla siebie, już nie na książki dziecięce), ale "Prowincja pełna smaków" będzie następna :)) okładka zachwyca... pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a tak się jeszcze zastanawiam - czy Enerlich pisze podobnie jak Kalicińska, Grochola lub Michalak? Czy to zupełnie odmienne pióro?

      Usuń
    2. Małgosiu, dla mnie K. Enerlich jest jedyna w swoim rodzaju. Ma swój styl, poetyckie obrazowanie. Jej powieści są pełne magii i pozytywnej energii. Autorka kocha swoje Mazury i odkrywa ich piękne zakątki przed czytelnikami. Nie znam twórczości Michalak. Grochola pisze zupełnie inaczej, zaś Kalicińska hmmm, czytałam tylko Rozlewisko, ale podobna wydaje mi się tematyka: powieść obyczajowa+piękno regionu:)
      Pozdrawiam ciepło:)

      Usuń
    3. zamierzam przeczytać jej pierwszą książkę :) czy mogę zacząć od ost. tytułu czy powinnam czytać od pocz. serii?

      Usuń
    4. Małgoś myślę, że bez problemu możesz zacząć od "Prowincji pełnej smaków", a potem jeśli ci się spodoba kontynuować już od pierwszej części. Pozdrawiam ciepło:)

      Usuń
  19. Czytam Twoją recenzję i czuję, jakbym jedną nogą była na tej tytułowej Prowincji... Taka mieszanka smaków, zapachów i krajobrazów może być czymś szalenie inspirującym. Nie znam jeszcze żadnej książki, która wyszłaby spod pióra Katarzyny Enerlich, ale pamiętam, że w jakimś czasopiśmie natknęłam się na artykuł jej autorstwa. Zapadł mi w pamięci :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magda, może w Bluszczu? K. Enerlich regularnie pisała opowiadania do tego magazynu. Jest dokładnie tak jak piszesz. Ta mieszanka smaków, zapachów i krajobrazów działa na czytelnika bardzo inspirująco. Ja po każdej książce tej autorki dostaję niesamowitej energii, a świat zaczynam widzieć w ciepłych barwach. Nie żeby w jej prozie było tak wesoło, o nie! W trakcie czytania "Kiedyś przy błękitnym księżycu" niejednokrotnie pociekły mi łzy. Kasia ma chyba w sobie takie dar, że potrafi człowieka nastawić odpowiednio do życia:)

      Usuń
  20. Polubiłam Panią Enerlich to może skuszę się kiedyś na całą Prowincję...
    Na razie czekają na czytanie już jej dwie książki.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja doczytuję jeszcze opowiadania Kasi. Potem będę już czekać na kolejną powieść:) Życzę miłej lektury:)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz swój ślad