Nasze najlepsze zimowe lektury. Cz.1. Święta dzieci z dachów w czołówce!



Autor: Mårten Sandén  
Tytuł: Święta dzieci z dachów
Ilustracje:  Lina Bodén
Wydawnictwo: Zakamarki
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 100
Kategoria wiekowa: 6+
Oprawa: twarda, płócienny grzbiet  

Nie pisałam o tej książce przed świętami, bo przez chorobę Tymka zaczęliśmy ją zbyt późno czytać. Niestety, dla alergika uczulonego na pleśnie, roztocza i grzyby jest teraz najgorszy czas. U nas objawia się to duszącym i bardzo męczącym kaszlem, który trwa niemal przez całą noc od momentu przyłożenia głowy do poduszki.  Wtedy wieczorne czytanie niestety odpada.

Dla nas to jednak nie problem, bo wszystkie adwentowe i świąteczne lektury są z nami przez całą zimę i zaczytujemy jej po kilka razy.  W tym roku doszła nam kolejna książka, po którą będziemy sięgać, kiedy tylko pierwsze płatki śniegu zaczną wirować na niebie. Jest taka jak powinna być: piękna, magiczna, baśniowa, melancholijna, tajemnicza, trochę smutna, ale z dobrym zakończeniem.

ŚWIĘTA DZIECI Z DACHÓW

Wydawnictwo Zakamarki, po raz kolejny już przygotowało na grudzień nowość wydawniczą do czytania w adwentowym czasie lub też w każdy inny zimowy wieczór.  Po wyśmienitym Prezencie dla Cebulki oraz poznanym kilka dni temu Wierzcie w Mikołaja z ciekawością dziecka sięgnęliśmy po Święta dzieci z dachów (Mårten Sandén).  

Dokładnie wtedy, kiedy wybija północ, poznajemy na Dworcu Centralnym w Sztokholmie trójkę bohaterów: Mago, Issa i Stella. Dzieciaki uciekły z domu dziecka, aby czekać w tym mieście na tatę Mago. Ma przylecieć po całą trójkę samolotem prosto z Afryki Południowej. Tak przynajmniej twierdzi Mago. Na dworcu mały Issa zwraca uwagę na grubego staruszka. Ma brudną białą brodę i skrzypce.  Prosi dzieci o drobne, ale od razu też zaczyna się martwić, co robią o tej porze same na dworcu. Dyskusję przerywa Isaa, który zaczyna grać na skrzypcach tak, że wszyscy przechodnie wrzucają pieniążki do naprędce podstawionej czapki. Po wszystkim chłopiec bez namysłu oddaje pieniądze staruszkowi. Ten początkowo nie chce ich zabrać, ale namawia go do tego dziewczynka w za dużym, męskim kaszkiecie:

Weź pieniądze, Niklassonie! – powiedziała.
– Wystarczą na wiele nocy w noclegowni i gorącą poranną kawę.

Pirania, bo tak każe na siebie mówić dziewczynka, zabiera dzieci na noc do wieży na dachu jednego z domów.  Twierdzi, że ona, jej brat i jeszcze wiele innych dzieci mieszkają na dachach.

(…) Ale teraz jesteśmy dziećmi z dachów. To znaczy mieszkamy tu, wśród kominów.

Dziewczynka opowiada Mago, Stelli i Issie, że od roku próbują pomóc Niklassonowi odzyskać pamięć. Dobrze wiedzą, kim jest ten gruby staruszek z dworca, niestety on sam czuje się tak, jak gdyby ktoś zamalował jego przeszłość grubą warstwą farby. Isaa okazał się pierwszą osobą, która zrobiła coś dla staruszka. To według Piranii oznacza, że chłopiec wie, jak sprawić, by jego pamięć wróciła. Właśnie mija pierwszy dzień adwentu. Czas mają tylko do wigilii.





Czy po takim wstępie potrafilibyście przerwać lekturę? Ja nie dałam rady. Siadłam wieczorem zaraz po tym jak T. zasnął i połknęłam do końca, choć przy każdym kolejnym rozdziale obiecywałam sobie, że na tym koniec. Mårten Sandén buduje napięcie grając z czytelnikiem. Stawia coraz więcej pytań, na które odpowiedzi można się spodziewać dwudziestego czwartego grudnia. I pewnie, że dorosły czytelnik od raz wie, kim jest Niklasson i może przypuszczać jak skończy się historia. To w zasadzie nie ma żadnego znaczenia. Święta dzieci z dachów czyta się dla samego bycia w tym magicznym świecie, dla skakania po dachach z dziećmi z dachów, dla smaku zupy z dzikiej róży, dla poczucia się jak u siebie w domku dla lalek u Miriam. W napięciu trzymała mnie niepewność, co stanie się z dziećmi, kiedy już rozwiążą zagadkę Niklassona. Czy Mago ma rzeczywiście tatę w Afryce, który już jedzie by zabrać ich do siebie? Czy nie lepiej będzie im u Miriam? Kim są tak naprawdę dzieci z dachów? Czy są szczęśliwe? Nie na wszystkie pytania czytelnik otrzymuje odpowiedzi, co tez bardzo mi się spodobało. Resztę mogę sobie wymarzyć sama. A może będzie jakaś kontynuacja tej pięknej, świątecznej historii? Bo świąteczna niezaprzeczalnie jest. Mnóstwo odniesień i symboli (imiona bohaterów, dzień świętej Łucji), w których poszukiwanie można zabawić się z małym czytelnikiem.

Tak sobie pomyślałam, że dla tych bardziej wytrwałych książka może być prawdziwym kalendarzem adwentowym, którego okienka uczciwie otwiera się pojedynczo do dwudziestego czwartego grudnia.  To będzie bardzo trudne szczególnie dla dzieci, dla których historia o dzieciach z dachów jest tak tajemnicza, magiczna i ciekawa, że czytanie tylko małego skrawka dziennie, może być prawdziwą torturą.

U nas, nie było o tym mowy. Wieczorami czytamy bardzo dużo, dlatego dwustronicowe rozdziały to stanowczo za mało. Druga sprawa, że Tymek podczas lektury z napięcia aż podskakiwał na łóżku i gdybym kończyła czytać pozostawiając go z tyloma pytaniami na ustach, w życiu by nie zasnął.











W momencie, kiedy piszę ten tekst jesteśmy już po trzeciej lekturze książki, a przed nami kolejny raz. Każdy rozdział został dokładnie przez nas obgadany, każda przepiękna, stonowana kolorystycznie, ale bogata w szczegóły ilustracja (Lina Bodén) obejrzana niemal przez lupę. Z każdym bohaterem przeżyliśmy już setki wymyślonych przez nas przygód. Wiem też, że kolejne czytanie nie będzie ani odrobinę mniej ekscytujące. Tyle samo razy ściśnie nas za gardło w najbardziej wzruszających momentach, a nasze serca będą bić z taką samą szybkością, kiedy Niklasson zacznie sobie wreszcie przypominać.

Potem pewnie odłożymy ją na półkę by zdążyć zatęsknić, trochę zapomnieć. Ależ to będzie frajda móc znowu sięgnąć po nią, kiedy przyjdzie czas adwentu, świąt, czy po prostu, kiedy za oknem pojawi się śnieg.


http://www.zakamarki.pl/index.php/swieta-dzieci-z-dachow.html

3 komentarze:

  1. Po takiej opinii, aż chce się na chwilę znów zostać dzieckiem i przenieść w ten bajkowy świat... ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Osobiście jestem zakochana w "Prezencie dla Cebulki". Uwielbiam książki wydawnictwa Zakamarki, więc na pewno zaopatrzę Jasia w ten tytuł. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Trzeba w takim razie zacząć czytać tę książkę :-)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz swój ślad