MomMe i chmurkowy krem Tymka



Na początku października pisałam Wam na facebooku, że udało mi się zostać ambasadorką pewnej firmy.  Dziś jestem już po prawie miesięcznych testach i mogę powiedzieć coś więcej.

Zostałam jedną z dwudziestu ambasadorek MomMe, producenta naturalnych kosmetyków dla dzieci i niemowląt (oraz ich mam jak się okazało), z czego niezmiernie się cieszę.  To pierwsza moja taka akcja, w której zdecydowałam się wziąć udział. W zasadzie zrobiłam to pod wpływem euforii, kiedy udało mi się znaleźć w końcu krem dla Tymka, łagodzący podrażnienia na skórze, spowodowane alergią i notorycznym wysuszeniem.  Kupiłam go w Rossmannie z nadzieją, że w końcu coś zadziała. Oczywiście jak zwykle przetestowałam najpierw na sobie. Efekty były bardzo zadowalające, więc zaczęłam szukać w sieci informacji na temat innych produktów MomMe. Znalazłam wpis na blogu Makoweczki.pl wraz z informacją, że firma poszukuje ambasadorek. Niewiele myśląc wypełniłam zgłoszenie i w zasadzie zapomniałam o całej sprawie, choć w międzyczasie zdążyłam już zakupić dla siebie i Tymka spacerowy krem na każdą pogodę. O nim też wkrótce wam napiszę.

Jakież było moje zdziwienie, kiedy pewnego dnia odebrałam telefon od przemiłej pani z MomMe, która poinformowała mnie, że zostałam ich ambasadorką. Wkrótce też otrzymałam paczkę, której zawartość została dobrana do naszych osobistych potrzeb, o których napisałam w zgłoszeniu.




Podkreślam już na samym początku, że fakt, iż zostałam ambasadorką MomMe, nie znaczy, że będę wychwalać ich produkty pod niebiosa. Zamierzam je dogłębnie przetestować, po to, by przedstawić wam rzeczywisty obraz wraz z zaletami i wadami.

Zacznijmy zatem od początku. Co przyciągnęło moją uwagę do produktów MomMe?
Nie czarujmy się.  Na początku było to opakowanie. Tak. Buszując po Rossmannie znalazłam na półce zapakowane w piękne kartoniki kosmetyki przeznaczone do pielęgnacji skóry dzieci i niemowląt. Druga rzecz, która przykuwa uwagę to te znaczki:




100% naturalna bezpieczna receptura. No tak. Piszą to prawie wszyscy, a potem okazuje się miedzy wierszami, że z naturą to nie ma nic wspólnego.  Sceptycznie nastawiona odwróciłam opakowanie i pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to długa lista świństw, których kosmetyki MomMe nie zawierają:

donorów formaldehydu

parabenów (metylu, propylu itp.)

laurylosiarczanu sodu (SLS)
etoksylowanego laurylosiarczanu sodu (SLES)
wazeliny/oleju mineralnego/parafiny
silikonów
glikolu polietylenowego (PEG)
glikoli
etanoloamin (MEA/DEA/TEA)
chemicznych filtrów UV
ftalanów
lanoliny zwierzęcej

syntetycznych barwników

syntetycznych kompozycji zapachowych



składników pochodzenia zwierzęcego‏


No dobra, pomyślałam. Łatwo jest wyliczać wszystkie laurylosiarczany sodu, silikony czy syntetyczne barwniki, których jest tak wiele, że można stworzyć długą listę, a koniec końców do produkcji kosmetyków użyć jeszcze innego ustrojstwa. Tylko, że skład produktów MomMe jest naprawdę naturalny. Przeczytałam pobieżnie listę czternastu składników aktywnych z certyfikatem naturalności i niewiele myśląc wsadziłam Puszysty krem łagodzący do koszyka…

Po co nam krem dla pięciolatka?
Tymek od urodzenia ma suchą skórę z tendencją do pękających naczynek. Padło podejrzenie o atopowe zapalenie skóry i pod tym kątem lekarze zalecali nam odpowiednie kosmetyki.  Dopiero później okazało się, że Tymek ma owszem suchą skórę, ale także alergię. Większość kosmetyków do kąpieli go uczula powodując zaczerwienienie, drobne wysypki i pieczenie.  Konieczne jest stosowanie dodatkowych produktów, które nawilżą i natłuszczą mu skórę, która bez tego potrafi się po prostu łuszczyć i swędzieć. Po niemal każdej kąpieli musimy smarować się oliwką ( bo tylko te, jako tako jego skóra toleruje). Problem zawsze stanowiła twarz, bo ciężko jest namówić pięcioletniego przedszkolaka, aby chodził wiecznie z buzią i włosami lepiącymi się od oliwki. No i tutaj dochodzimy do sedna dzisiejszego postu, czyli owego Puszystego kremu łagodzącego, który zakupiłam, i którego tubka znalazła się także w mojej paczce. Całe szczęście, że mamy dwie. Bo podkradam Tymkowi ten krem… Regularnie… No dobra. Smaruję się nim każdego dnia. Ale o tym później.





Co pisze o nim producent?

Hipoalergiczny, ratunkowy krem łagodzący dla dzieci i niemowląt. Polecany w szczególności do intensywnej pielęgnacji skóry delikatnej, suchej, a także skłonnej do podrażnień i reakcji alergicznych oraz atopowej. Pozbawiony alergenów, bezzapachowy, stworzony według naturalnej receptury. Zawiera między innymi: odżywcze i łagodzące oleje, nawilżająco-kojące mleczko z migdałów ziemnych, kompleks wzmacniających naskórek lipidów, antybakteryjny bisabolol, ochronny tlenek cynku i naturalną witaminę E. Wzbogacony w prebiotyk, pobudza rozwój zdrowej flory bakteryjnej skóry, wzmacniając jej odporność na czynniki drażniące. Innowacyjne pochodne oleju z oliwek sprawiają, iż krem jest bardzo przyjazny skórze, posiada niezwykle delikatną konsystencję i łatwo się rozprowadza. Może być stosowany do pielęgnacji skóry twarzy, ciała, a także okolic pieluszkowych.

Skład:
14 WYJĄTKOWYCH SKŁADNIKÓW AKTYWNYCH Z CERTYFIKATEM NATURALNOŚCI

NATURALNE OLEJE: ze słodkich migdałów*°, makadamia*° i arbuzowy – działają natłuszczająco, odżywczo i ochronnie, łagodzą uczucie szorstkości i swędzenia, nadają skórze gładkość i elastyczność.
WYIZOLOWANE POCHODNE OLIWY Z OLIWEK*° – wykazują powinowactwo do składników naskórka, wspomagają wnikanie i działanie zawartych w kremie substancji aktywnych.
MLECZKO Z MIGDAŁÓW ZIEMNYCH*° – działaniu odżywczym, nawilżającym i kojącym. Nadaje skórze miękkość i gładkość.
KOMPLEKS BIOLIPIDÓW ROŚLINNYCH* – zbliżony składem do warstwy lipidowej ludzkiej skóry. Łagodzi, wygładza, odbudowuje barierę ochronną naskórka i zmniejsza jego podatność na podrażnienia.
PREBIOTYK* – inulina, pozyskiwana z korzenia cykorii. Stymuluje rozwój przyjaznych dla skóry „dobrych bakterii” i nie dopuszcza do rozwoju szkodliwych drobnoustrojów. Odbudowuje i wzmacnia barierę obronną skóry. Chroni m. in przed działaniem czynników alergizujących, drażniących detergentów i promieni UV.
TLENEK CYNKU – łagodzi podrażnienia i odparzenia.Tworzy na skórze przepuszczający powietrze film, który skutecznie chroni przed czynnikami drażniącymi.
BETAINA* – otrzymywana z buraka cukrowego. Działa silnie nawilżająco, chroni skórę przed przesuszeniem i drażniącym działaniem czynników zewnętrznych.
SKWALAN Z OLIWEK* – Składnik cementu międzykomórkowego naskórka, wzmacnia go i uszczelnia, zapobiega utracie wody. Działa antyutleniająco. Zwiększa przenikanie substancji aktywnych w głąb skóry.
BISABOLOL* – otrzymywany z rumianku. Działa antybakteryjnie, łagodzi podrażnienia skóry i przyspiesza jej regenerację.
WOSK PSZCZELI* – zawiera bogactwo składników odżywczych. Uszczelnia i uelastycznia naskórek
GLICERYNA*° – długotrwale i głęboko nawilża, zatrzymuje wodę w naskórku.
WITAMINA E* – działa przeciwzapalnie, przyspiesza gojenie i regenerację
* certyfikat ECOCERT
° składnik pochodzący z upraw organicznych

Składniki/Ingredients: Aqua, Isoamyl Cocoate, Zinc Oxide, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Macadamia Ternifolia Oil, Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate, Squalane, Citrullus Lanatus Seed Oil, Glycerin, Betaine, Cyperus Esculentus Tuber Extract, Phospholipids, Glycine Soya Sterol, Stearic Acid, Palmitoyl PG- Linoleate, Inulin, Alpha-Glucan Oligosaccharide, Hydrogenated Olive Oil, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Olea Europaea (Olive) Unsaponifiables, Xanthan Gum, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Cera Alba, Sodium Phytate, Tocopherol (mixed), Beta-Sitosterol, Squalene, Galactoarabinan, Bisabolol, Citric Acid.


Co my sądzimy o Puszystym kremie łagodzącym?

Na dole tubki widnieje informacja dla małych wrażliwców. To ja się z tym pozwolę zgodzić i dopiszę jeszcze, że dla dużych także… Dużych w sensie, że bardzo dużych. No dla mamusiek po prostu…
Ratunkowy krem – to jest dobra nazwa, bo on rzeczywiście ratuje podrażnioną, przesuszoną skórę. Tak jak wspominałam, krem przetestowałam na swojej twarzy. Posiadam atopową skórę i bywają dni, że od rana do nocy mam zaczerwienienia na policzkach, w okolicach nosa. Partie te są zwykle przesuszone i niemiłosiernie pieką.  Nakładany na noc i rano puszysty krem łagodzący sprawił, że po pierwsze: nic mnie nie piecze, skóra nie łuszczy się brzydko i jest miękka i nawilżona. U Tymka stosujemy krem szczególnie intensywnie teraz, kiedy nastały pierwsze chłody, co od razu widać na jego buzi. Zrobiła się szorstka i zaczerwieniona. To samo jest na łokciach i kolankach.  Tymek sam smaruje się chmurowym (jak go nazwał) kremem po kąpieli, a czasem po przyjściu z przedszkola, kiedy mówi, że piecze go buzia i ma twarde kolana. Po ponad miesięcznym stosowaniu możemy znacznie zredukować jego użycie. Mam wrażenie, że skóra mojego syna uodporniła się na czynniki zewnętrzne, które były przyczyną podrażnień i stworzyła barierę ochronną. Jest gładka, miękka i ma zdrowy wygląd bez zaczerwienienia i suchości.




Ach! Zapomniałabym o najważniejszym. Ten krem jest genialny na łagodzenie ukąszeń po komarach. Pewnie teraz wybałuszacie oczy ze zdziwienia. Niestety mam w domu małego alergika, którego krew bardzo smakuje komarom. W lecie i wczesną jesienią jego ciało pokryte jest wielkimi czerwonymi bąblami, które utrzymują się nawet dwa tygodnie. Chmurkowy krem oczywiście nie odstrasza komarów, ale sprawia, że Tymek się nie drapie, a przy takiej liczbie ukąszeń to jest sukces.

Krem nie jest puszysty tylko z nazwy. Tymek nazwał go chmurowym i coś w tym jest. Jego konsystencja jest faktycznie specyficzna. To nie pianka i nie żaden napuszczany powietrzem specyfik, ale lekki, bardzo delikatny krem, który momentalnie się wchłania. To jest istotne w przypadku większych dzieci, które raczej nie są cierpliwe podczas zabiegów pielęgnacyjnych. Ja spokojnie mogę go stosować pod makijaż, bo krem naprawdę ekspresowo się wchłania i nie pozostawia na skórze tłustego filmu. Stany zapalne na mojej skórze się wyciszyły i nie odczuwam już tego okropnego pieczenia. Podkład w tych miejscach rozprowadza się doskonale, gdzie wcześniej zbijał się w ciemniejsze, suche partie. Nie mam uczucia napięcia na skórze, które wcześniej towarzyszyło mi po każdym oczyszczeniu twarzy i nie znikało do końca, nawet po zastosowaniu kremu na noc.



Producent podaje na opakowaniu, że jest to produkt bezzapachowy, ale ja wyczuwam w nim bardzo delikatny, roślinny zapaszek, który uwielbiam. Tubka o pojemności 75 ml (cena 39 zł na stronie producenta) wystarcza na bardzo długo. Dzięki swojej konsystencji łatwemu rozprowadzaniu, krem jest bardzo wydajny. My stosujemy go od półtorej miesiąca regularnie i zostało jeszcze co najmniej pół tubki.

Dla kogo ten krem?
Dla małych i dużych. Dzięki naturalnym składnikom produkty MomMe mogą być stosowane od pierwszego dnia życia. Puszysty krem jest hipoalergiczny i świetnie nadaje się do pielęgnacji skóry alergicznej, suchej i atopowej. Może być stosowany do pielęgnacji skóry twarzy, ciała, a także okolic pieluszkowych. Po testowaniu kremu na sobie, mogę polecić go również mamom, które mają wrażliwą, atopową bądź przesuszoną skórę.



Ocena
Wystrzegam się oceniania skalowego, więc napiszę tylko tyle, że Puszysty krem łagodzący zostaje z nami. Na dzień dzisiejszy moje poszukiwania dobiegły końca i już nie spotkacie w drogerii kobiety, która z obłąkańczym wzrokiem przeczesuje półki z kosmetykami dla dzieci. Cieszę, że mogę pomóc swojemu dziecku kosmetykami naturalnymi, które pozbawione są szkodliwych składników. Ogromny plus dla MomMe za stworzenie serii, która ma w składzie tyle dobra z natury, za piękne opakowania i wierszyki dla dzieci na każdym produkcie :)
My mamy taki:

Puszystą chmurką otulimy niebo,
Owieczka wełny da, ile trzeba,
Ptasiego puchu dodamy garstkę,
Kwiatowych płatków damy naparstek.
Dywanik z trawki, tkany, zielony.
I już maluszek uszczęśliwiony!

Jeśli zaciekawiłam was naturalnymi kosmetykami od MomMe, to oczekujcie na kolejne posty, a w między czasie zajrzyjcie na stronę http://mommecosmetics.com/ oraz na profil FB i Instagram.
Produkty MomMe dostaniecie w wybranych drogeriach Rossmann oraz w sklepie online MomMe

Wiadomość z ostatniej chwili:
PUSZYSTY KREM ŁAGODZĄCY został laureatem tegorocznej edycji InStyle Best Beauty Buys 2015.

17 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Marta, cieszę się. Mam nadzieję, że i tobie będzie służył:)

      Usuń
    2. W sumie najbardziej przekonała mnie ta Tymkowa chmurkowość, wiec wiesz :D

      Usuń
    3. No widzisz:) Muszę częściej notować sobie to co wymyśla Tymek:)

      Usuń
  2. Na początku serdecznie gratuluję :) Ja też czuję się przekonana. Sama jestem alergikiem i znam ten ból z autopsji. Moi synowie też mają problemy ze skórą ale na szczęście w mniejszym stopniu niż ja... Nie wspomniałaś jedynie o cenie... Albo ja nie zauważyłam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aleksandra, rzeczywiście zapomniałam! Na stronie producenta cena to 39 zł, ale można trafić też na promocje i u nich i w Rossmannie :)

      Usuń
    2. Ha, mój syn już też zaczyna się drapać. Jesień, zima, kaloryfery i przesuszona skóra gotowa. Właśnie dziś myślałam o tym, że muszę czegoś dla niego poszukać. Spadasz mi z nieba 😘

      Usuń
    3. Mamo Zaczytana, cieszę się, że trafiłam w dobry moment i mam nadzieję, że puszysty krem i wam pomoże. Polecam także Spacerowy krem na każdą pogodę. Zaczęliśmy go już używać w chłodniejsze dni i wkrótce pojawi się kilka słów o nim. Ma nieco cięższą konsystencję, trochę gorzej się rozprowadza, ale to normalne przy kremach, które mają działać zimą. Doskonale chroni skórę.

      Usuń
    4. Przeszukałam swojego Rossmana wzdłuż i w szerz i nie znalazłam 😐

      Usuń
    5. Z tego co właśnie przeczytałam na stronie na razie MomMe dostępne są nie we wszystkich Rossmanach;(

      Usuń
    6. Z tego co właśnie przeczytałam na stronie na razie MomMe dostępne są nie we wszystkich Rossmanach;(

      Usuń
  3. Również testuję produkty Momme, tego kremu jednak nie mam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to fajnie, bo będę zaglądać po opinie o innych produktach, których ja nie próbuję :) Pozdrawiam ciepło

      Usuń
  4. Gratuluję zostania ambasadorką! Mam nadzieję, że mój syn nie będzie potrzebował takich kremów, za to polecę go mamie, bo mój 8-letni brat zawsze ma przesuszoną skórę, kiedy nadchodzą chłodniejsze dni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sylwia, puszysty krem jest również polecany do pielęgnacji miejsc pieluszkowych, a w ofercie MomMe jest również świetna oliwka w żelu, żel do mycia ciała i śmietanka do kąpieli (rewelacyjna, będzie o niej osobny post). A dla brata na chłodniejsze dni mogę z czystym sumieniem polecić Spacerowy krem na każdą pogodę. Od kilku dni używamy rano regularnie, bo temperatura spadła do -2 ;(

      Usuń
  5. Też testujemy MomMe, ale akurat ten krem zakupiłyśmy sobie same i jesteśmy z córcią bardzo zadowolone. Jeden krem a wiele funkcji:) Zabieramy go ze sobą na każdą wycieczkę:) nawet po parku... Puszysty, ładnie pielęgnuje skórę. My polecamy angela

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz swój ślad