Basia i rower - Zofia Stanecka

 


Rano budzą nas już ptaki. To znak, że nadchodzi wiosna. Najbardziej cieszę się na nasze wyprawy rowerowe do lasu. Tyle jeszcze tras czeka na odkrycie… Siedzę przy kubku kawy, czytam po raz trzeci nową Baśkę i śmieję się sama do siebie, wspominając swoje pierwsze próby okiełznania roweru.

Byłam chyba dosyć oporną uczennicą, bo tata szybko się poddał. Pewnego dnia przyjechał do nas wujek, i nie zważając na moje protesty, zaprowadził mnie na słabo uczęszczaną drogę i dzielne uczył mnie jeździć. Nie wiem, ile to trwało, ale w pewnym momencie miałam dość. Z dumą rzuciłam rower na ziemię i pobiegłam do domu. Wujkowi powiedziałam, że muszę się napić. W domu schowałam się pod kołdrą i nikt nie mógł mnie znaleźć. Dorośli dali sobie spokój z małym uparciuchem. Kilka dni później po prostu wsiadłam na rower i pojechałam. I tak jeżdżę do dziś :)




Przypomniałam sobie to wszystko, kiedy czytaliśmy najnowszą książeczkę o Basi, zatytułowaną Basia i rower. Basia wprawdzie umie już jeździć na swoim małym rowerku, ale kiedy rodzice postanawiają wybrać się na wielką wyprawę rowerową, dziewczynkę zaczynają dopadać wątpliwości. Wyobraża sobie, że na pewno objadą cały świat, a ona przecież nie potrafi tak szybko pedałować, no i ma małe kółka w rowerze. Oczywiście nikt nie zamierza pędzić na złamanie karku przez góry, morza i lasy. Rodzice marzą raczej o niespiesznej wycieczce, podczas której będą mogli podziwiać otaczającą przyrodę, ale w głowie dziecka problem urasta do takiej rangi, że Basia nie jest w stanie sama zasnąć. Dopiero kojące opowieści mamy pomagają jej oderwać się od czarnych myśli.





Świat w oczach dziecka wygląda przecież zupełnie inaczej. Jest ogromny, bo nawet spacer do pobliskiego lasu bywa wielką wyprawą, a co dopiero daleka wyprawa w nieznane.

Świat był taki ogromny! Za wielki na dwa małe kółka i dwie nie bardzo duże nóżki.

Na drugi dzień, wszystko wygląda zupełnie inaczej. Basia pedałuje dziarsko z Miśkiem Zdziśkiem na pokładzie i jest nawet szybsza od Janka. Spędzają przemiły dzień na łonie natury, choć nie obejdzie się oczywiście bez przygód. Jak to u Baśki. A co takiego wydarzyło się na leśnej drodze? Tego wam oczywiście nie zdradzę :)

– Mówiłam ci, że wrócimy – powiedziała. I dodała: – Świat jest naprawdę ogromny. Pełen piratów, rzek i dzikich zwierząt. Jutro znów go objedziemy wokoło!

To zdanie lubię najbardziej. W bardzo prosty sposób obrazuje dziecięce podejście do trudnych sytuacji. A jest ich sporo w życiu małego człowieka. Każda nowa przeszkoda jest wyzwaniem, ale dzieci te wyzwania podejmują. Może nie od razu, bo przecież i one miewają chwile zwątpienia, ale ciągle próbują. Dzieci codziennie przekonują się, jak bolesne są takie doświadczenia, a i tak chcą objeżdżać świat. Każdego dnia od nowa. Książeczka Z. Staneckiej pokazuje, jak ważna jest rola dorosłego w tych podróżach. Czasem trzeba potrzymać kijek, delikatnie popchnąć rower, a czasem pomóc otrzepać spodnie i powiedzieć, że ten strupek na kolanie będzie wspaniałą pamiątką z wielkiej wyprawy…


0 komentarze:

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz swój ślad